Zdjęcie Artykułu

100 rocznica Bitwy pod Jastkowem

03.08.2015

3 sierpnia 2015 r. obchodzimy 100 rocznicę jednej z najkrwawszych bitew Legionów Polskich. W czasie tych działań wojennych sięgających Garbowa został spalony stary kościół pw. św. Wojciecha.

Siły 4 Pułku Piechoty Legionów i I Brygady stawiły czoła wojskom rosyjskim pod Jastkowem. Ta bitwa na długi czas zapadła w pamięć mieszkańców Lubelszczyzny, stając się dla nich symbolem legionowej epopei i walki o Niepodległość Polski.

W czasie działań wojennych, sięgających również terenów gminy Garbów, został spalony stary kościół z XVII w. pw. św. Wojciecha i mocno uszkodzona nowa świątynia z 1912 r.

Do bitwy pod Jastkowem doszło między 31 lipca a 3 sierpnia 1915 roku. Naprzeciwko siebie stanęły oddziały Legionów Polskich, walczących u boku 106. dywizji piechoty wojsk austro-węgierskich i armii rosyjskiej. W czasie bitwy największe straty poniósł 4 Pułk Piechoty Legionów pod dowództwem pułkownika Bolesława Roi – poległo 70 legionistów i było około 200 rannych. Straty bardziej doświadczonej I Brygady Legionów były znacznie mniejsze i wyniosły 37 poległych i 101 odniosło rany (wg innych danych 19 straciło życie, 119 zostało rannych).

Z powodu ogromnych strat w ludziach, władze wojskowe i rządy walczących stron zmuszone były do organizowania cmentarzy wojennych. Bezpośrednio po bitwie poległych grzebano tam gdzie padli w boju.

Na cmentarzu w Jastkowie pochowano 128 legionistów polskich i 108 żołnierzy austriackich i piechoty węgierskiej (w jednej mogile zbiorowej) oraz 23 żołnierzy z armii rosyjskiej. Pochówek wszystkich żołnierzy razem w jednej mogile, bez dyskryminacji, odpowiadał myśli przewodniej cmentarzy z I wojny światowej. Śmierć równała wszystkich.

W okresie międzywojennym nekropolia była miejscem spotkań uczestników bitwy, a w 1924 roku w uroczystościach patriotycznych brał udział Józef Piłsudski. Siedem lat później prezydent Ignacy Mościcki odsłonił pomnik poświęcony legionistom. Na pomniku umieszczono napis:

LEGIONISTOM POLSKIM POLEGŁYM POD JASTKOWEM 1915.

 

Działania wojenne 1915 r. na Garbowszczyźnie

3 sierpnia 1915 r. wycofujące się od strony Jastkowa i Sadurek wojska rosyjskie, ostrzelały ogniem artyleryjskim zabudowania w bliskiej odległości starego kościoła w Garbowie. Ogień przeniósł się na drewnianą świątynię, która doszczętnie spłonęła. Do dziś zachowały się jedynie fragmenty wschodniej ściany i elewacja przednia (murowane), które nie uległy spaleniu. Inne źródła podają, że to Austriacy ostrzelali położony na wzgórzu kościół myśląc, że na wieży znajduje się rosyjski obserwator.

Uszkodzono też nową świątynię pw. Przemienienia Pańskiego, na którą spadło ponad 100 pocisków (do dziś widnieją łuski wmurowane w zachodnią część muru, na pamiątkę tamtych wydarzeń). Prawa wieża strasznie została podziurawiona, dachówka na kościele prawie w całości potłuczona, szyby popękały, a po zachodniej stronie wszystkie zostały wybite, wiązania były mocno uszkodzone, sklepienie w 3 miejscach przebite. Wartość strat w 1919 r. oszacowano na 180.570 koron, a straty spalonego kościoła – na 21.200 koron.

Po bitwie dach pokryto prowizorycznie ocalałą dachówką, eternitem i słomą. Okna zabito deskami lub zasłonięto matami. Z braku funduszy i inflacji pieniądza budowla doczekała się remontu dopiero w 1921 r.

 

Cmentarz żołnierzy z czasów I wojny światowej w Garbowie

Położony na granicy między Garbowem a Przybysławicami Wojenny cmentarz powstał z pewnością w 1915r., kiedy przez Garbów przesuwał się front.

Niestety, nie mamy dokładnych danych o liczbie spoczywających tu żołnierzy, nie mówiąc o nazwiskach. Pierwotnie pochowano tu w dwóch zbiorowych mogiłach żołnierzy z armii austriackiej i rosyjskiej. Niestety, na tę chwilę nie wiemy, kto spoczął w tych grobach. Czy są tu Polacy? Można być pewnym, że tak.

Nie pisze też o tym w swojej kronice Marian Gietko, kierownik Szkoły Powszechnej w Przybysławicach, który był inicjatorem budowy pomnika na mogile poległych. Budowę sfinalizowano w 1928 r., czyli w 10 rocznicę odzyskania niepodległości, a więc 13 lat po przetoczeniu się frontu. Odsłonięcie tego pomnika miało miejsce 11 listopada 1928 r. Poświęcenia dokonał ks. Dominik Przyłuski. Na pomniku - kapliczce słupowej znajduje się napis:

RYCERZOM CO PADLI ZA WOLNOŚĆ OJCZYZNY

W DZIESIĘCIOLECIE NIEPODLEGŁOŚCI POLSKI 1928 R.

Na cmentarzu wojennym znajduje się także miejsce pochówku żołnierzy armii austro-węgierskiej, którzy polegli w bitwie pod Jastkowem, walcząc z armią rosyjską w sierpniu 1915 roku. Nie od razu ich prochy spoczęły w tym miejscu.

Jest informacja podana w publikacji Jana Konefała „Jastków 1915. Pamięć i historia”, że w 1930 r. ze cmentarza w Jastkowie ekshumowano i przeniesiono 153 żołnierzy austro-węgierskich na cmentarz wojenny do folwarku Przybysławice k. Garbowa. Inne źródła mówią, że przywieziono tu poległych żołnierzy austriackich, a prochy Rosjan pochowano na cmentarzu w Marysinie.

Obecnie na cmentarzuznajdują się dwa kopce i 10 mogił z czarnymi krzyżami. Pośród nich góruje pomnik- kapliczka.

Na bramie wejściowej umieszczona tablica informuje, że jest to

CMENTARZ WOJSKOWY AUSTRIACKI Z OKRESU I WOJNY ŚWIATOWEJ. OPIEKUN: MŁODZIEŻ SZKOLNA I HARCERSKA, SPOŁECZNOŚĆ GARBOWA

Dzisiaj garbowskim cmentarzem opiekuje się także Urząd Gminy i uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Bolesława Prusa w Przybysławicach.

Licznie rozrzucone po całej Lubelszczyźnie i Polsce cmentarze przypominają kolejnym pokoleniom Polaków trudną drogę naszego narodu do niepodległości.

Leśce w ogniu 1915 r.

Janina Studzińska z d. Trzcińska „Moje wspomnienia – Leśce” cześć I

 

(…)Nadchodziło brzemienne w skutki lato 1915 roku. Front powoli, lecz systematycznie zbliżał się. Szeptano sobie, że podobno armia jest jeszcze bez amunicji, której fabryki dopiero Rosja montuje.

Po kilku dniach zjechał do nas wspaniały szpital wojskowy ufundowany przez Moskiewską Giełdę i rozkwaterował się po całym dworze, jak i parku, gdzie rozpięto olbrzymie namioty dla rannych. Jeden z nich, największy, przeznaczony został na jadalnię. Salon został zamieniony na salę operacyjną, w pozostałych pokojach zamieszkał personel lekarski i siostry. Naczelnym lekarzem była jakaś moskiewska sława. Nam pozostawiono dwa pokoje: sypialny Rodziców i mój. Tabory i kuchnie rozstawiono w ogrodzie. Był to szpital znajdujący się na głębokich tyłach, a że wojska cofały się właściwie bez boju, to i rannych widać nie było wielu. Gwarno i rojno zaczynało się robić dopiero wieczorami, gdy zjeżdżali się frontowi oficerowie.

Zresztą Rosjanie nie wywierali żadnej presji na ludność cywilną poza tym, że nieubłaganie kazali pędzić na wschód wszystko z dobytku, co żywe, to zaś, co zostało - wsie całe, majątki, a nawet kopy żyta na polu, oblewając benzyną, palili.

W Leścach wrzało. Cała służba, pomimo perswazji Ojca, pakowała swe manatki, by uciekać szlakiem już wytartym przez Lubartów w Siedleckie. Udało się jednak Ojcu zawrócić część fornali. Wyjechało niestety tylko siedem wozów - piszę „niestety” bo konie w nie zaprzężone, jak się później okazało, były jedynymi, które ocalały.

W ogrodzie i wzdłuż wsi (która również doszczętnie spłonęła) okopała się w płytkich rowach rosyjska piechota. Chciano powstrzymać ofensywę wzdłuż linii szosy. W lesie stanęły baterie artylerii. Do Lesiec przyjechał kapitan od tej artylerii z rozkazem, ażeby dwór i wieś ewakuować, bo leżą na linii frontu i muszą być zniszczone. Na wszelkie sugestie Ojca i piękne słówka Zosi o tym, że w obecnej fazie działań militarnych wcale nie jest konieczne puszczenie z dymem całego ich dobytku - ów oficer pozostawał obojętny, a w swej decyzji nieugięty. Na koniec Ojciec chwycił się ostatniego argumentu. Zaprosił go na kieliszek dobrej wódki, jako że przed bitwą zawsze to podobno dobrze robi.

I tak kapitan zachwycał się nalewkami serwowanymi przez gospodarza, a gdy pojawił się miód - stał się już właściwie serdeczny, no i bardzo współczuł Tacie. Gdy na koniec zobaczył kobiałkę dla niego specjalnie przygotowaną, z której wdzięcznie sterczały szynki i butelki..., coś w nim nagle pękło i złożył uroczyste oświadczenie, że tak szczerych i życzliwych ludzi to on nie spotkał jeszcze w swym życiu i wobec tego, on sam, nie dopuści, aby stała się krzywda jego przyjacielowi.

- Ani jeden pocisk nie spadnie w obrębie dworu. Mało, w obrębie całego parku - na co dał „czestne” słowo. Poradził jeszcze zbudować bunkier, jako że Austriacy też strzelać mogą. Poszedł nawet z Ojcem do ogrodu, sam wybrał miejsce i dał wskazówki jak go budować.

            Pozostali we dworze ludzie ochoczo się wzięli do wykopów pod ów bunkier.

W dwa dni po naszym wyjeździe do Lublina miała miejsce mordercza bitwa pod Jastkowem, gdzie się wykrwawił IV Pułk Legionów pod wodzą pułkownika Roi. Cmentarz ofiar tego brawurowego natarcia jest do dziś dnia.

Austriacy sforsowali szosę i okopali się na naszych polach, spływających łagodnie w dolinę Kurówki. Ich okopy odległe o półtora kilometra były doskonale widoczne z naszego dworu. Baterie z rzadka ostrzeliwały z lasu ich pozycje, a piechota rosyjska okopana na skraju parku posyłała kule każdej sylwetce wychylającej się z okopów.

Ta „niewinna” wymiana strzałów trwała dzień, może dwa, po czym Rosjanie się cofnęli, a Austriacy weszli do Lesiec. Austriakami tymi okazał się pułk Piechoty Galicyjskiej - w 100% byli to Polacy. Zolutka przyjęła ich chlebem i solą. A w czasie wyżej wymienionej strzelaniny zostało zabitych tylko 2 żołnierzy.

Tato był trochę niespokojny, boć Rosjanie byli o parę kilometrów i kontratak mógł ich dość łatwo z powrotem do nas sprowadzić. A przecież ten dobroduszny oddział wojsk rosyjskich, wycofując się nie omieszkał jednak podpalić podwórza z czterech stron. Oczywiście chcieli to samo uczynić i z dworem, ocienionym gęstwiną starych drzew, ale Tato twardo stał w ganku i każdego z podpalaczy hojnie obdarowywał butelczynami (z wódką). Specjalny oddział żołnierzy popędził wszystko, co mogło na nogach się utrzymać, a więc klacze ze źrebiętami, konie robocze, które jeszcze pozostały - dosłownie wszystko.

Dzień był wówczas bezwietrzny i z łatwością można było ocalić przez ugaszenie choćby „gołymi rękami” najbliżej położoną stajnię i kuźnię, ale ani jeden z „naszych” nie śmiał wychylić się z tatowego bunkra. Od kuźni zajęły się płoty okólnika świńskiego, podchodzącego na 20 metrów do kuchennego skrzydła dworu. Ten płot Zolutka z pomocą Ojca i starego Zygmunciny dzielnie rozerwali i tak dom ocalili. Najdziwniejsze, że w tym morzu płomieni ocalał dworek ekonoma i dawna owczarnia kryta papą (a mówią, że papa jest materiałem łatwopalnym - zawsze będę temu twierdzeniu kłam zadawać).

Gdy pierwsza radość i entuzjazm minęły, zaczęły się dla Ojca twarde dni rzeczywistości: Główna trudność to kilkadziesiąt rodzin służby bez dachu nad głową. Część z nich zamieszkała w skrzydle gospodarczym dworu, część w dworku ekonoma, jeszcze w szkółce, no i cudem ocalałej karczmie w Wólce Lesieckiej. W takich warunkach, w wyniku dużego zagęszczenia ludzi obok siebie zamieszkałych, zagościł się w obejściu - mówiąc dosadnie - i smród i brud.

Zaraz też powstał problem braku spichlerza. Na ten cel przeznaczone zostały pokoje gościnne i strych dworu, a następnym problemem to były konie. Chyba tylko dwie pary dokupił Ojciec, pozostałe braki uzupełnił ujarzmiając 12 młodych krów, które osłabione przebytą chorobą, łatwo się poddały i zaczęły powoli, lecz systematycznie, iść w zaprzęgu za pługiem. (…)

 

Liczba wyświetleń: 1748
Ekoenergia dla Gminy Garbów ekoenergia Projekty Unijne unia Plan gospodarki NiskoemisyjnejPlan gospodarki Niskoemisyjnej Odpady po nowemu odpady E-Odpady kosz Film Promocyjny film Ogłoszenia Sołeckie ogloszenie Biuletyn Informacji Publicznej bip Zamówienia Publiczne zamowienia Platforma Usług Komunalnych
- wodomierze uslugikom
Multimedialna Izba Tradycji unia LGD Kraina Wokół Lublina lgd Galeria Zdjęć galeria Monitor Polski orzel Dzienniki Urzędowe orzel E- mapa Gminy Garbów Mapa
bigboxbg

Głos Garbowa

Od lutego 1991 roku Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Garbowskiej wydaje "Głos Garbowa" - miesięcznik na łamach którego zamieszczane są informacje dotyczące wydarzeń w gminie i regionie, prezentowana jest wielowiekowa historia, a także twórczość artystyczna mieszkańców.

POBIERZ AKTUALNY NUMER: wrzesień 2017 (321)

© 2015 Gmina Garbów Projekt i realizacja: Sulimo